Dlaczego idea „lepszej wersji siebie” tak często prowadzi do napięcia zamiast rozwoju

Dlaczego idea „lepszej wersji siebie” tak często prowadzi do napięcia zamiast rozwoju

Idea bycia „lepszą wersją siebie” brzmi obiecująco. Rozwój, zmiana, ruch do przodu. W kulturze samodoskonalenia jest niemal synonimem zdrowia psychicznego i dojrzałości.

Dla wielu osób jednak z czasem ta koncepcja zaczyna ciążyć zamiast wspierać. Zamiast poczucia sensu pojawia się napięcie. Zamiast energii - zmęczenie. Zamiast kontaktu ze sobą - nieustanne poprawianie się.

Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy chęć zmiany przeradza się w perfekcjonizm i ciągłą samokrytykę. W takim układzie „lepsze ja” zawsze pozostaje gdzieś w przyszłości, a obecne „ja” nigdy nie jest wystarczające. Psychologicznie oznacza to życie w permanentnym stanie braku - poczuciu, że jeszcze nie teraz, jeszcze nie tak, jeszcze za mało.

Badania nad perfekcjonizmem pokazują, że nie jest on jedynie „wysokimi standardami”. Jest ściśle powiązany z lękiem, depresją, wypaleniem i chronicznym stresem. Perfekcjonizm oparty na samokrytyce nie zwiększa skuteczności, lecz podnosi poziom kortyzolu i osłabia zdolność do regulacji emocji. Paradoksalnie więc im bardziej próbujemy być „lepsi”, tym mniej mamy dostępu do zasobów, które realnie sprzyjają zmianie.

Skupienie na przyszłej, idealnej wersji siebie bywa również formą ucieczki od „tu i teraz”. Z perspektywy psychoterapii Gestalt można powiedzieć, że tracimy kontakt z aktualnym doświadczeniem. Zamiast zauważyć siebie takimi, jakimi jesteśmy w danym momencie - z naszym zmęczeniem, lękiem, potrzebami i ograniczeniami, próbujemy siebie poprawić.

To często prowadzi do wewnętrznego rozszczepienia. Jedna część nas obserwuje i ocenia, druga próbuje sprostać. Wewnętrzny dialog przestaje być relacją, a zaczyna przypominać system kontroli. W takim stanie trudno o autentyczną zmianę, bo zmiana wymaga bezpieczeństwa, a nie ciągłej mobilizacji.

Perfekcjonizm, który często towarzyszy idei „lepszej wersji siebie”, pełni rolę wewnętrznego strażnika. Jego komunikat brzmi: „będziesz bezpiecznx, gdy będziesz wystarczająco dobrx”. Problem polega na tym, że kryterium „wystarczająco” nigdy nie zostaje spełnione. Poprzeczka wciąż się podnosi, a poczucie bezpieczeństwa pozostaje odroczone.

Z punktu widzenia neurobiologii nie jest to bez znaczenia. Układ nerwowy funkcjonujący w trybie ciągłego zagrożenia i oceny pozostaje w stanie podwyższonej gotowości. Organizm nie przechodzi w tryb regeneracji, co sprzyja narastaniu objawów lękowych, napięciowych i somatycznych. W takim stanie trudno mówić o rozwoju, łatwiej o przetrwaniu.

Wiele osób w tej pogoni traci kontakt z własnymi potrzebami. Lęk przed oceną sprawia, że ważniejsze staje się to, jak wyglądamy z zewnątrz, niż to, jak się czujemy. Badania nad samoregulacją pokazują, że ignorowanie sygnałów płynących z ciała i emocji prowadzi do stopniowego wyczerpania zasobów. Z czasem pojawia się poczucie osamotnienia, nawet w relacjach, bo trudno być blisko innych, gdy nie jest się blisko siebie.

Psychologia humanistyczna i badania nad samowspółczuciem pokazują, że osoby traktujące siebie z życzliwością w obliczu trudności mają większą odporność psychiczną, lepszą zdolność uczenia się na błędach i większą elastyczność emocjonalną. Samoakceptacja nie osłabia rozwoju, lecz tworzy warunki, w których rozwój może zachodzić bez przemocy wobec siebie.

Zmiana perspektywy nie polega więc na rezygnacji z rozwoju, a raczej na przesunięcie punktu wyjścia.

Zamiast myśleć o „lepszej wersji siebie”, warto zapytać: jaką wersją siebie mógłxbym być, gdybym czułx się kochanx i ważnx?

To pytanie przenosi ciężar z kontroli na relację. Z zadania do wykonania na doświadczenie bycia. Z przyszłości na teraźniejszość. W takim podejściu zmiana wyłania się jako naturalna konsekwencja większego kontaktu ze sobą.

Praktykowanie samoakceptacji oznacza tworzenie bezpiecznej relacji z sobą, w której można się zatrzymać, usłyszeć siebie i odpowiedzieć na realne potrzeby. Dopiero z tego miejsca pojawia się energia do zmiany, która jest wyrazem troski, a nie przemocowym dążeniem do zmiany siebie.

    Poczytaj więcej